Generał mówi wprost: pociski do Patriotów „na pewno opóźnione”. A to nie koniec
Dowódca operacyjny Rodzajów Sił Zbrojnych gen. dyw. Ireneusz Nowak przyznał na Warsaw Security Forum, że dostawy pocisków PAC-3 MSE do systemów Patriot będą opóźnione. To nie jedyny problem — generał nie jest pewien, czy kontrakty na HIMARS zostaną zrealizowane w terminie. Powód? Zobowiązania USA na innych teatrach działań zbrojnych.
Nowak mówił to w poniedziałek podczas panelu na Warsaw Security Forum. Odpowiadał na pytanie, czy Polska spodziewa się poślizgów w dostawach sprzętu z USA. Jego odpowiedź była jednoznaczna: „Jest to bardzo widoczne, jeżeli chodzi o pociski PAC-3 MSE do systemów Patriot — będą one na pewno opóźnione”.

Nie chodzi tylko o Patrioty
Generał dodał, że problem dotknie też państwa bałtyckie. I że to nie koniec. „Na pewno obecna sytuacja wywrze wpływ na realizację innych umów oraz pojawią się kolejne opóźnienia do zamówień już zaplanowanych i na które zostały zawarte już umowy” — zaznaczył.
W przypadku HIMARS Nowak nie ma pewności, czy kontrakty zostaną zrealizowane na czas. Przemysł zbrojeniowy — jego zdaniem — realizuje zawarte umowy za wolno.
Co to oznacza w liczbach? Polska ma dostać osiem baterii Patriotów, czyli 64 wyrzutnie. Pierwsze dwie baterie są już w kraju i w grudniu osiągnęły pełną gotowość operacyjną. Kolejnych sześć ma trafić do Polski w latach 2027-2029. Kontrakt na pierwszą fazę programu Wisła opiewał na 4,75 mld dolarów. Druga faza — podpisana przez Mariusza Błaszczaka — to 9,3 mld dolarów za wyrzutnie, 12 radarów GhostEye i pociski PAC-3 MSE.
Produkcja PAC-3 MSE w Lockheed Martin to obecnie kilkaset sztuk rocznie. Firma zapowiada zwiększenie zdolności do około 2000 sztuk w 2030 roku. Na razie jednak kolejka chętnych jest długa, a Polska stoi w niej razem z innymi.
Drogi sprzęt na tanie drony
Osobny wątek, który generał poruszył: Polska używa obecnie „drogiego sprzętu” do zestrzeliwania „tanich dronów”, bo nie ma innego wyjścia. „Musimy zbudować cały wachlarz możliwości, począwszy od tanich systemów antydronowych, kończąc na platformach bardzo drogich” — mówił.
To zdanie warto zapamiętać. Bo pokazuje, gdzie naprawdę jest problem — nie w tym, że mamy za mało rakiet, ale w tym, że nie mamy czym zestrzeliwać tego, co leci najczęściej. Tanie drony strącamy pociskami, których produkcja idzie w setki sztuk rocznie.
Nowak nie ukrywał też, że przepisy dotyczące zakupów uzbrojenia „szkodzą nam”. „Musimy przyspieszyć i zdecydowanie uprościć procedury dotyczące zakupu, certyfikowania i gotowości bojowej systemów bojowych — muszą one być sprawdzone, ale też efektywne” — powiedział.
„Zamglony obszar”
Generał określił obecną sytuację jako fazę przejściową — poniżej, na poziomie i powyżej poziomu zastosowania art. 5 Traktatu NATO. „Nie żyjemy w świecie pokoju” — podkreślił. I dodał, że biznes musi być bardziej responsywny.
Zestawmy to z faktami: pierwsze 18 wyrzutni HIMARS zamówiono w 2019 roku za 414 mln dolarów. Dostawa zakończyła się jesienią 2024 roku. W 2022 roku MON zwróciło się o kolejne 486 zestawów. Umowę zatwierdzono w 2023 roku. Teraz generał mówi, że nie jest pewien, czy dostawy zostaną zrealizowane na czas.
Można się zastanawiać, po co podpisywać umowy, których realizacja zależy od widzimisię producenta i priorytetów Waszyngtonu. Ale odpowiedź jest prosta: alternatywy nie ma. Europejski przemysł zbrojeniowy nie jest w stanie dostarczyć tego, co dostarczają Amerykanie — a przynajmniej nie w takiej skali i tak szybko.
Problem w tym, że Amerykanie mają własne priorytety. I to nie Polska jest na pierwszym miejscu.
Co dalej?
Nowak mówi o uproszczeniu procedur, o responsywności biznesu, o budowie wachlarza możliwości. To wszystko prawda. Tylko że żadna z tych rzeczy nie sprawi, że pociski PAC-3 MSE pojawią się w Polsce szybciej. One są produkowane w Stanach Zjednoczonych, w tempie, które nie zależy od polskich przepisów ani od polskich generałów.
Pytanie brzmi: czy Polska ma plan B? I czy ktokolwiek powie mieszkańcom Siedlec, co się stanie, jeśli Patrioty nie dotrą na czas?
