Atak nożem w klasztorze, nie żyje ksiądz, cztery osoby ranne — JAROSŁAW

Nóż w kuchni benedyktynów. Nie żyje ks. Stanisław Zbojnowicz, cztery osoby ranne

31-letni obywatel Ukrainy wszedł w czwartek rano do kuchni przy jarosławskim opactwie i poprosił o szklankę wody. Chwilę później wziął z tej samej kuchni nóż i zaatakował pięć osób. Nie żyje ks. Stanisław Zbojnowicz, dwie osoby są w stanie ciężkim.

Do ataku doszło około 9.30 na terenie opactwa benedyktynów przy ul. Benedyktyńskiej w Jarosławiu. Z relacji pracującej w klasztorze Katii wynika, że mężczyzna pojawił się w kuchni, której zaplecze należy do kawiarenki przy kościele. Żadna z obecnych tam osób go nie znała. Kiedy jeden z księży zwrócił mu uwagę, że w kuchni mogą przebywać tylko pracownicy, 31-latek chwycił nóż i zaatakował duchownego.

Nóż w kuchni benedyktynów. Nie żyje ks. Stanisław Zbojnowicz, cztery osoby ranne
Zdjęcie poglądowe (AI)

Na pomoc przybiegły kolejne osoby. Napastnik ranił czterech mężczyzn i kobietę. Policja początkowo dostała zgłoszenie o ataku na jednego mężczyznę — dopiero na miejscu okazało się, że poszkodowanych jest więcej. Ranni trafili do szpitali w Jarosławiu, Przemyślu i Przeworsku. Dwie najciężej ranne osoby są w Centrum Opieki Medycznej w Jarosławiu. Jedna z osób leczonych w Przemyślu wróciła wieczorem do klasztoru.

Kim jest sprawca

31-latek wjechał do Polski w nocy z Niemiec i samochodem dotarł w rejon przejścia granicznego w Korczowej. Granicy nie przekroczył, bo przejście było czasowo zamknięte z powodu rosyjskich ataków z powietrza. Do Jarosławia pojechał z powodów, których prokuratura na razie nie zna. Zatrzymano go przed budynkiem kościoła. Nie stawiał oporu i wykonywał polecenia policjantów — przekazała prok. Bożena Harasz-Wołoszyn z Prokuratury Okręgowej w Przemyślu.

Mężczyzna jest w szpitalu. Prokuratura mówi o hospitalizacji ze względu na stan psychiczny i obrażenia fizyczne, których pochodzenie będzie wyjaśniane. Nie ma jeszcze wyników badania krwi, które odpowiedzą na pytanie, czy w chwili ataku był pod wpływem środków odurzających. Prokurator wystąpił o obrońcę z urzędu i powołał biegłego tłumacza. Jeśli zarzuty nie zostaną postawione w ciągu 48 godzin od zatrzymania, do sądu trafi wniosek o tymczasowe aresztowanie, a zarzuty usłyszy dopiero, gdy pozwoli na to stan zdrowia. Grozi mu dożywocie.

Chaos informacyjny i politycy

Wokół sprawy narosło zamieszanie. Po godz. 14.00 katedra rzeszowska poinformowała o śmierci drugiego księdza, ks. Marka Pieńkowskiego. Wojewoda podkarpacka Teresa Kubas-Hul zdementowała tę wiadomość na konferencji prasowej. Katedra przeprosiła za pomyłkę — ks. Marek jest operowany.

Do ataku odnieśli się politycy. Premier napisał, że sprawca „będzie ukarany z całą surowością polskiego prawa”. Prezydent Karol Nawrocki stwierdził, że „państwo musi być silne, działać szybko i bezwzględnie w egzekwowaniu prawa”. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski napisał o „straszliwej zbrodni” i zaapelował, by sprawca poniósł pełną odpowiedzialność. Abp Adam Szal, metropolita przemyski, zaapelował o modlitwę za zmarłego kapłana, poszkodowanych — i za sprawcę, „o jego nawrócenie, o trzeźwienie”.

Ks. Stanisław Zbojnowicz posługiwał w miejscowości Grzęska. Mieszkańcy żegnają go w mediach społecznościowych. „Odszedł człowiek, który był związany z naszą miejscowością, jej mieszkańcami i naszym lokalnym środowiskiem” — napisali.

Co z tego wynika

Zostawiam na boku pytanie o winę 31-latka — to robota prokuratora i sądu, nie moja. Ale jedno jest faktem, którego nikt nie kwestionuje: człowiek, który wjechał do Polski z Niemiec, kilka godzin później zabił księdza nożem zabranym z klasztornej kuchni. Przejście w Korczowej było zamknięte z powodu rosyjskich ataków. Zamiast zawrócić, pojechał do Jarosławia. Nikt na żadnym etapie tej drogi go nie zatrzymał, nie sprawdził, nie zapytał, po co jedzie. Kuchnia przy kawiarence benedyktyńskiej nie miała zamka na noże — i nie musiała, bo to klasztor, nie dworzec. Tylko że dziś klasztor w Jarosławiu pełni funkcję, której nie powinien pełnić: jest pierwszym punktem kontaktu dla ludzi z zewnątrz, których nikt wcześniej nie sprawdził. To nie zarzut wobec zakonników. To pytanie do tych, którzy odpowiadają za bezpieczeństwo granicy i za to, co się dzieje z człowiekiem, który ją przekracza.

Przełożona jarosławskich benedyktynek s. Barbara Dendor powiedziała, że wspólnota nie czuje się bezpieczna. Burmistrz Marcin Nazarewicz zapowiedział zabezpieczenie placówek oświatowych w mieście. Katia, Ukrainka pracująca w klasztorze, już zapowiedziała synowi, że nie pójdzie do szkoły przez kilka dni — syn jej koleżanki usłyszał od rówieśników przykre słowa.

Kto sprawdzi, dlaczego 31-latek z Niemiec trafił akurat do Jarosławia, i kto odpowie za to, że nikt nie sprawdził go wcześniej?

Czytaj też

Czytaj też

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *