Milczący protest w szpitalu miejskim: "Szpitalne łóżko poczeka, choroba nie”

Milczący protest w szpitalu miejskim: „Szpitalne łóżko poczeka, choroba nie”

Kilkadziesiąt osób w czarnych strojach zebrało się 22 kwietnia przed wejściem do Szpitala Miejskiego w Siedlcach. Symboliczna minuta ciszy była częścią ogólnopolskiego protestu szpitali powiatowych, które alarmują: obecny system finansowania doprowadza placówki na skraj bankructwa i zagraża życiu pacjentów.

Od poniedziałku do piątku 20-24 kwietnia w SP ZOZ w Siedlcach trwa milczący protest. 22 kwietnia o 11:45 zespół placówki zgromadził się przed wejściem do szpitala na symboliczną minutę ciszy. Personel w czarnych strojach. W szpitalach wiszą czarne plakaty z hasłem protestu. Nie ma ograniczeń w przyjęciach pacjentów – ten protest jest przede wszystkim ostrzegawczy.

4,2 miliony bez zapłaty

Szpital sprzeciwia się narzuconym schematom wyliczania procedur i kontraktów wynikającym z reformy szpitalnictwa 2025.

Kobieta na tle tablicy szpitalnej

– Nie zapłacono nam nadwykonania za zrealizowane w roku 2025 świadczenia medyczne – mówi Angelika Ambroziewicz, dyrektor szpitala miejskiego w Siedlcach. – To kwota 4,2 mln zł. Są to procedury już zrealizowane, do których nikt nie zgłosił skarg czy zastrzeżeń! Koszty te musiały zostać poniesione, a ciężko jest nam to pokryć z innych działalności. My nie jesteśmy przedsiębiorstwem, które generuje zyski.

To wszystko wpływa na wynik finansowy wygenerowany w roku 2025, mamy stratę netto ok. 3 mln zł. Gdyby nie to, szpital mógłby wejść w 2026 rok ze stabilną sytuacją finansową.

Jak to wygląda w skali kraju? 91% placówek generuje straty na działalności podstawowej, łączna strata netto szpitali sięga miliardów złotych, a zdecydowana większość placówek kończy rok na minusie. Pętla zadłużenia się zaciska: zobowiązania wymagalne jednostek sięgają blisko 1,5 mld zł. Płynność finansowa wielu z nich jest krytycznie zagrożona – informuje Ogólnopolski Związek Pracodawców Szpitali Powiatowych (OZ PSP).

Kilkadziesiąt osób w czarnych strojach zebrało się  22 kwietnia przed wejściem do szpitala miejskiego.

Ministerstwo wymaga otwarcia systemu na pacjentów „pierwszorazowych”. Jeśli udział ich wizyt w placówce jest niższy niż ogólnopolska mediana, NFZ może obniżyć finansowanie (zastosować współczynnik 0,75).

– Patrząc na plan i przy tych zmianach, które już zostały zaproponowane, czyli wypracowywanie mediany wizyt pierwszorazowych w poradniach kardiologicznych, diabetologicznych, AOS (ambulatoryjnej opieki specjalistycznej); limity na tomografii komputerowej (TK), rezonansie magnetycznym (RM) czy gastroskopii i endoskopii, nasze przychody są stale pomniejszane przez koszty inflacji – wyjaśnia Ambroziewicz. – 2026 rok może się zakończyć z jeszcze większym minusem.

Szpital ma sprzęt. Ma ludzi. Nie ma pieniędzy

Szpital nie zgadza się z narzuconymi limitami badań: endoskopowych, tomografii komputerowej, rezonansu magnetycznego. Przy wykonaniu nadwyżki badań, czyli większej liczby niż wskazany limit, szpital ma płacone tylko 50-60% kosztów.

– Na ten rok pozyskaliśmy prawie 26 mln zł z różnych dofinansowań, chcemy świadczyć usługi na jak najwyższym poziomie. Jesteśmy do tego przygotowani. Szpital posiada świetny sprzęt na wysokim poziomie. Mamy wykwalifikowaną kadrę, mamy miejsce, mamy urządzenia, ale mamy narzucone limity, co jest absurdalne! Skoro jest zapotrzebowanie, to powinniśmy te usługi świadczyć! Dlaczego generować sztuczne kolejki?

Czy akcja może uderzyć w pacjentów?

– Pracujemy normalnie i będziemy pracować do upadłego – Hanna Wilk-Manowiec, dyrektor ds. medycznych SP ZOZ, odrzuca tę sugestię. – My to robimy dla pacjentów! Jeżeli skutek zmian jest taki, że będziemy ograniczać łóżka, zamykać oddziały, zlikwidujemy niektóre szpitale powiatowe, to kto na tym najbardziej straci? Pacjenci, którzy mają najbliżej. Ciężko chora starsza pani lub starszy pan, który musiałby jechać dużo dalej tylko dlatego, że komuś wydaje się to ekonomicznie uzasadnione.

– Ograniczenie nadwykonań oznacza powrót długich kolejek – twierdzą organizatorzy protestu – opóźnioną diagnozę, gorsze rokowania i w części przypadków realne zagrożenie życia pacjentów. Oznacza to wypychanie pacjentów do sektora prywatnego i brak diagnostyki. Udział potwierdziło 110 lecznic w kraju, kolejne deklarują dołączenie.

Milczący protest w szpitalu miejskim: „Szpitalne łóżko poczeka, choroba nie”
Milczący protest w szpitalu miejskim: „Szpitalne łóżko poczeka, choroba nie”

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *