Dron spadł przy przejściu w Dorohusku. MSWiA mówi o wspólnych kontrolach z Ukrainą, europosłanka mówi „nie”
MSWiA przyznaje, że może zgodzić się na przeniesienie kontroli granicznej na polską stronę przejścia Jagodzin-Dorohusk — ale tylko jako wspólne kontrole obu państw i tylko wtedy, gdy rosyjskie ataki uniemożliwią bezpieczną odprawę po stronie ukraińskiej. Żadna decyzja nie zapadła. Na razie to plan na wypadek.
Co się właściwie stało pod Dorohuskiem

28 września rosyjski dron najprawdopodobniej uderzył w pobliże przejścia Dorohusk-Jagodzin, po ukraińskiej stronie granicy. W nocy z 12 na 13 września podobny atak trafił w okolice tego samego przejścia — celem była m.in. stacja paliw i węzeł kolejowy. To nie są odległe doniesienia z frontu. To kilkadziesiąt kilometrów od Siedlec, na drodze, którą jeżdżą nasi handlowcy, przewoźnicy i wszyscy, którzy jadą na wschód.
Rozmowy o umowie, która pozwoliłaby ukraińskim służbom granicznym pracować po polskiej stronie, prowadzi Ministerstwo Odbudowy, Infrastruktury i Transportu Ukrainy. Sprawa była poruszana podczas roboczego spotkania delegacji obu krajów na przejściu Jagodzin-Dorohusk. Cel: utrzymać ruch, nawet jeśli infrastruktura po stronie ukraińskiej zostanie zniszczona, i uchronić personel przed rosyjskimi atakami.
MSWiA: tak, ale wspólnie i z notyfikacją
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji odpowiedziało PAP, że Polska jest w stanie przychylić się do takiego rozwiązania. Warunek jest jeden i twardy: zasady musiałyby opierać się na wspólnych kontrolach obu państw. Żadne wiążące decyzje nie zapadły.
Resort tłumaczy też mechanizm. Jesteśmy w strefie Schengen, więc zmiana wymagałaby notyfikacji Komisji Europejskiej pod kątem przepływu ludzi i towarów. I dodaje coś, o czym w dyskusji publicznej mówi się rzadko: zgodnie z prawem ukraińscy funkcjonariusze nie mogą samodzielnie prowadzić kontroli granicznej na terytorium państwa Schengen. Dotyczy to nie tylko sprawdzania dokumentów, ale też kontroli jakości i zgodności towarów z wymogami UE. Innymi słowy — nawet gdyby chcieli, nie mogą u nas sprawdzać ciężarówek pod unijne normy.
Kto się boi, a kto się spieszy
Propozycję krytykuje europosłanka Ewa Zajączkowska-Hernik. Jej zdaniem interesy polskie i ukraińskie „są w niektórych punktach bardzo rozbieżne”, a zaufanie do ukraińskich służb „powinno być wybitnie ograniczone”. Fala krytyki przyszła ze środowisk prawicowych.
I tu jest sedno. Z jednej strony mamy drona, który spadł kilkaset metrów od odprawy, i realny scenariusz, w którym przejście w Dorohusku staje — z konsekwencjami dla całego ruchu towarowego przez nasz region. Z drugiej strony mamy pytanie, czy państwo, którego służby od lat są reformowane pod presją wojny, ma stać przy polskim terminalu z pieczątką. MSWiA odpowiada: nie stać samodzielnie, tylko wspólnie. To różnica, którą warto zapamiętać, zanim ktoś w komentarzach napisze, że „Ukraińcy będą nas kontrolować”.
Naszym zdaniem
Propozycja jest sensowna dokładnie w takim kształcie, w jakim opisało ją MSWiA — wspólne kontrole, polski nadzór, notyfikacja KE. Kto twierdzi, że to oddanie granicy, ten albo nie przeczytał komunikatu, albo czyta go wybiórczo. Ale jest też druga strona: ministerstwo mówi o gotowości, nie o planie. Nie ma terminu, nie ma projektu, nie ma odpowiedzi na pytanie, kto zapłaci za dodatkową infrastrukturę po polskiej stronie i ilu funkcjonariuszy miałoby tam pracować. Na razie mamy drony pod Dorohuskiem i zapewnienie, że „jesteśmy w stanie się przychylić”.
Kiedy MSWiA przedstawi konkretny projekt — z liczbą funkcjonariuszy, kosztem i terminem — a kiedy usłyszymy, co na to Komisja Europejska?
Wypadki drogowe w Polsce — dane za 2025 rok
| Wypadki drogowe | 20 925 |
| Zabici | 1 660 |
| Ranni | 24 590 |
| Kolizje zgłoszone Policji | 389 610 |
| Wypadki z winy nietrzeźwych kierujących | 1 141 |
