50 tysięcy złotych i SMS „z NBP”. Mieszkaniec Siedlec uwierzył w „bezpieczne konto”
52-latek z Siedlec stracił 50 tys. zł, bo dał się poprowadzić przez telefon jak po sznurku — od fałszywej pożyczki na 3 tys. zł, przez logowanie do bankowości, po przelew, który bank najpierw zablokował, a potem odblokował. Wszystko w środę, 21 października.
Zaczęło się od telefonu od kobiety podającej się za pracownicę parabanku. Powiedziała 52-latkowi, że przyznano mu pożyczkę na 3 tys. zł. Kiedy zaprzeczył, usłyszał, że ktoś mógł wykorzystać jego dane. To był wstęp — reszta przyszła chwilę później.

Drugi rozmówca przedstawił się jako pracownik banku. Przesłał dokumenty „potwierdzające” jego tożsamość i prowadzenie postępowania w sprawie oszustwa. Polecił mężczyźnie zalogować się do bankowości internetowej i ujawnić informacje o oszczędnościach. Trzeci głos — osoba „odpowiedzialna za bezpieczeństwo bankowe” — dodał, że w przestępstwo mogą być zamieszani nawet pracownicy banku. Instrukcje „zabezpieczenia” pieniędzy przyszły przez komunikator.
Bank zablokował. Oszust kazał wrócić.
Mężczyzna poszedł do placówki i zlecił przelew na 50 tys. zł, korzystając z danych odbiorcy z fałszywej faktury. Bank transakcję zablokował — podejrzewał oszustwo. Wtedy oszust polecił mu wrócić i złożyć oświadczenie, że zna odbiorcę przelewu. Po rozmowie z konsultantem i potwierdzeniu danych transakcja została odblokowana. Pieniądze przepadły.
Oszuści zapewniali, że gotówka trafiła na „konto techniczne” i wróci w kilka godzin. Przysłali nawet SMS, który miał pochodzić z Narodowego Banku Polskiego. 52-latek zorientował się, że padł ofiarą przestępców, dopiero później.
Z mojej strony: cała ta historia nie trzyma się kupy na jednym odcinku — na tym, gdzie bank zablokował przelew, a potem sam go przepuścił po „oświadczeniu” klienta, którego ktoś przez telefon uczył, co ma powiedzieć. Instytucja miała sygnał ostrzegawczy i go odpuściła. Oszuści zagrali na strach i presję czasu, ale to nie oni jedni zawiedli.
Policja przypomina: nie ma żadnego „bezpiecznego konta”, na które przelewa się pieniądze. Nie przekazuj nieznajomym danych o koncie ani do logowania, nie klikaj w linki z rozmowy i nie instaluj komunikatorów, które każe zainstalować „pracownik banku”. Podejrzany telefon — rozłącz i sam zadzwoń do banku z oficjalnego numeru. Jeśli przelew już poszedł, dzwoń do banku i na policję.
Czy bank, który najpierw blokuje przelew, a potem odblokowuje go na prośbę klienta prowadzonego przez telefon, powinien mieć obowiązek dodatkowej weryfikacji — i kto miałby ją przeprowadzić?
