W Siedlcach zimniej niż na Syberii! Lipcowy paradoks, w który trudno uwierzyć
Chwyćcie za bluzy — bo termometry płatają nam figla, o jakim się nie śniło. W środowy wieczór w Siedlcach było zaledwie 14°C (odczuwalne 12°C), podczas gdy w Ojmiakonie, syberyjskiej wsi uznawanej za najzimniejsze stale zamieszkane miejsce na Ziemi, słupek rtęci pokazywał… 16°C. Tak, dobrze czytacie: w naszym mieście było chłodniej niż na Syberii.

A dalej robi się jeszcze ciekawiej. Prognoza dla Ojmiakonu na czwartek zapowiada nawet 30°C w dzień. W tym samym czasie Siedlczanie mają szykować się na ledwie 17°C i przelotny deszcz. Różnica na naszą „niekorzyść” może sięgnąć kilkunastu stopni.
Skąd ta pogodowa zamiana ról? To zasługa skrajnie kontynentalnego klimatu wschodniej Syberii. W regionie Jakucji ekstremalnie mroźne zimy łączą się z ciepłymi, a niekiedy wręcz gorącymi latami. Latem temperatury w dolinach jakuckich rzek potrafią przekraczać 30°C — a rekord ciepła Ojmiakonu to aż 34,6°C zanotowane 28 lipca 2010 roku. Wieś, która zimą mrozi krew w żyłach, w lipcu bywa więc cieplejsza od Mazowsza.

Dla porządku: mowa o miejscu naprawdę legendarnym. Ojmiakon leży w Republice Sacha (Jakucji) na północno-wschodniej Syberii i jest obecnie najzimniejszą stale zamieszkaną osadą na świecie. Zimą standardem są tam okolice –50°C, a historyczny rekord sięgnął –71,2°C — najniższej wartości odnotowanej w zamieszkanym miejscu na półkuli północnej. Oficjalny pomiar ze stacji meteorologicznej z lutego 1933 roku to –67,7°C.
I tu siedlecki smaczek na koniec. Nasze miasto wcale nie jest w rywalizacji o zimno bez szans — bo to właśnie Siedlce trzymają polski rekord mrozu. To tutaj 11 stycznia 1940 roku termometry pokazały –41°C, najniższą temperaturę w historii pomiarów w Polsce, i rekordu do dziś nikt nie pobił. Wygląda więc na to, że chłód mamy we krwi — tylko akurat tego lata przyszedł nie w porę.
