250 tys. zł od sprzedających z OLX. Prokuratura w Siedlcach rozbiła grupę od BLIK-a
Sprzedajesz coś na OLX? Zanim ktoś zadzwoni z „banku” i poprosi o kod BLIK — pomyśl dwa razy. Prokuratura Okręgowa w Siedlcach właśnie rozbiła grupę, która przez dwa lata żyła z tego jednego telefonu. Pokrzywdzeni stracili ponad 250 tys. zł.
Mechanizm był prosty. I dlatego tak skuteczny.

Najpierw bot — program komputerowy — przeczesywał świeżo dodane ogłoszenia na OLX i Facebook Marketplace. Wyciągał numery telefonów i rachunki bankowe sprzedających. Te dane trafiały do kobiet, które dzwoniły i podawały się za pracownice banku, firmy kurierskiej albo samego OLX. Brzmi znajomo? No właśnie.
Rozmowa wyglądała niewinnie. Żeby dostać pieniądze za wystawiony przedmiot, trzeba wygenerować kod BLIK i zatwierdzić transakcję w aplikacji banku. Sprzedający robił to sam. Własnym palcem, na własnym telefonie. A pieniądze znikały natychmiast — wypłacane, zanim ktokolwiek zdążył się zorientować.
Grupa działała na terenie całego kraju. Co najmniej od 2024 roku do lipca 2026. Dwa lata. Setki ogłoszeń, dziesiątki telefonów, jedna metoda.
Zatrzymania i areszty
6 i 7 października funkcjonariusze Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości oraz Centralnego Biura Śledczego Policji z zarządów w Radomiu zatrzymali 10 osób w wieku od 22 do 54 lat. Prokurator postawił im zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej (art. 258 § 1 k.k.) oraz oszustwa (art. 286 § 1 k.k.).
Sąd Rejonowy w Siedlcach aresztował siedmiu podejrzanych na trzy miesiące. Wobec pozostałych trzech zastosowano wolnościowe środki zapobiegawcze — prokuratura nie zdradza jakie. To nie przesądza o winie. Podejrzany to jeszcze nie skazany.
Śledczy zabezpieczyli 500 tys. zł oraz BMW G3L warte 150 tys. zł. Pieniądze mają pokryć ewentualne grzywny i naprawienie szkody. Za oszustwo w ramach czynu ciągłego grozi do 12 lat więzienia.
Kto tu zawalił?
Zawalił system, nie pojedynczy człowiek. Banki od lat powtarzają: nigdy nie podawaj kodu BLIK przez telefon. Ale skoro proceder kwitł dwa lata i nikt go wcześniej nie zatrzymał, to znaczy, że gdzieś zawiodły zabezpieczenia — albo platformy sprzedażowe, albo banki, albo jedno i drugie. Bot zbierał dane z ogłoszeń, które każdy z nas publikuje codziennie. Numer telefonu, nazwa, czasem imię. Wystarczy.
Prokuratura mówi wprost: śledztwo jest rozwojowe. Będą kolejne zatrzymania i kolejni pokrzywdzeni. Jeśli ktoś z Was dostał taki telefon i stracił pieniądze — warto zgłosić się do Prokuratury Okręgowej w Siedlcach. Nawet jeśli minęło kilka miesięcy.
Pytanie na koniec: czy platforma, która zarabia na naszych ogłoszeniach, powinna w końcu zrobić coś więcej niż regulaminowa wzmianka o bezpieczeństwie?
