Pożar w Mościbrodach: Jak sprawny alarm, strażnicy i strażacy ocalili zakład mięsny
Policja na razie wyklucza udział osób trzecich, a straty to głównie spalone plastikowe skrzynki i zadymiona hala. Straż pożarna dotarła na miejsce zaledwie w 8 minut po zgłoszeniu, a ogień udało się opanować w ciągu godziny. Zakład ocalił sprawny alarm przeciwpożarowy oraz wzorowa akcja gaśnicza pracowników i strażaków. Z żywiołem walczyło łącznie 8 zastępów pod dowództwem bryg. Karola Borkowskiego.
Czwarta nad ranem
OOkoło godziny 4:00 rano w zakładzie mięsnym w Mościbrodach zawyły syreny. Nowoczesny system przeciwpożarowy wykrył zagrożenie i zaalarmował zarówno służby, jak i osoby przebywające w zakładzie.
– To system sygnalizacji pożaru poinformował strażników zakładu i straż o zadymieniu. Czujka wzbudziła się w tym pomieszczeniu pod wpływem temperatury i dymu. Centrala automatycznie przesłała sygnał o pożarze do nas – relacjonuje kpt. Daniel Czapski, oficer prasowy Komendanta Miejskiego PSP w Siedlcach.
Pracownicy pierwsi ruszyli do akcji.
– Dozorcy od razu przystąpili do gaszenia gaśnicami, które posiadają na miejscu – dodaje rzecznik straży. Ich przytomna reakcja pozwoliła zyskać bezcenne minuty.
Osiem minut
Do stanowiska kierowania zgłoszenie wpłynęło o 4:12. Pierwszy wóz bojowy zameldował się przed płonącą halą już o 4:20.
– Jak na tę porę to bardzo sprawnie. Dojazd do Mościbród zajął nam zaledwie 8 minut – podkreśla Daniel Czapski. Na miejscu, w myjni pojemników strażacy zastali silnie rozwinięty pożar.
– Pomieszczenie miało 200 metrów powierzchni, a ogień objął około 90 metrów. – W większości to te pojemniki i taśmociąg uległy spaleniu – wylicza rzecznik PSP. – bardzo dużo z nich stopiło się pod wpływem temperatury.
Obrona reszty zakładu: Udało się „złapać” ogień
Z żywiołem walczyło łącznie 8 zastępów (w tym 3 z PSP i 4 z OSP), a na miejscu dowodzenie przejął dowódca JRG nr 2, bryg. Karol Borkowski. Działania wymagały dwutorowej taktyki.
– Nasze działania polegały na podaniu prądu wody w natarciu na palące się pojemniki oraz podaniu prądu w obronie celem niedopuszczenia do rozprzestrzeniania się pożaru na kolejne pomieszczenia. W obronie chodzi o Izolację pożaru – zatrzymanie rozprzestrzeniania się ognia i niedopuszczenie do powstania nowych ognisk oraz chłodzenie – obniżanie temperatury elementów konstrukcyjnych zagrożonych obiektów oraz sąsiadujących materiałów – tłumaczy obrazowo kpt. Daniel Czapski.
O 5:20 ogień został „zlokalizowany”. – To w slangu strażackim jest taki moment, w którym pożar już się nie rozprzestrzenia. Mamy go po prostu pod kontrolą – wyjaśnia rzecznik strażaków. O godzinie 6:10, po ugaszeniu ognia i przewietrzeniu hali, budynek przekazano właścicielowi.
Służby nie mają wątpliwości, że technologia w połączeniu z ludzką reakcją odegrały tu kluczową rolę.
– Ten pożar mógłby się rozwinąć do takich rozmiarów, że byłoby ciężko go opanować, a nam się jeszcze udało go „złapać” – przyznaje otwarcie rzecznik PSP w Siedlcach. – To dzięki systemowi, szybkiemu zidentyfikowaniu pożaru i skutecznemu działaniu pracowników, a później strażaków, udało się nie dopuścić do rozprzestrzenienia ognia.
Policja: Brak śladów działania osób trzecich
Czynności na miejscu prowadziła także siedlecka policja, której zadaniem jest ostateczne ustalenie przyczyn pożaru. Najważniejszą informacją jest to, że nikomu nic się nie stało.
– Nikt nie odniósł obrażeń. Na miejscu rozpytaliśmy pracowników będących wtedy w zakładzie – informuje asp. Małgorzata Mazurek-Pawlik z Komendy Miejskiej Policji w Siedlcach. Zapytana o możliwe powody wybuchu ognia, podkreśla: – Na ten moment nic nie wskazuje na to, żeby to była jakaś przyczyna zewnętrzna. Na ostateczne szacunki strat trzeba będzie poczekać, aż sprawę zbadają biegli i ubezpieczyciele. Wartości strat ci pracownicy nie byli w stanie oszacować na tamten moment. Będzie to wyjaśniane w toku postępowania – dodaje policjantka.
